Loading the content... Loading depends on your connection speed!

BIO

Kiedy byłam małą dziewczynką – lat 5 powiedzmy – marzyłam o tym, żeby zostać piosenkarką. No tak, kto nie marzył? Chodziłam z walkmanem po całym domu i ze słuchawkami na uszach wyłam „I will always love you”. Rodzice zapisali mnie do Szkoły Muzycznej I stopnia i skończyłam tę szkołę w klasie fortepianu. Do czasu matury wydawało mi się, że jedyne co mogę robić w życiu to śpiewać, choć oczywiście interesowało mnie wiele rzeczy, jak fotografia, literatura, kino, psychologia. Prawda jest taka, że cały ten czas mój Dziadek powtarzał mi „Ty, Olek, to powinnaś iść studiować na akademię sztuk pięknych!”; rzeczywiście ile ja wypełniłam bloków rysunkowych, a ile zeszytów! Osobny zeszyt do rysowania księżniczek, osobny do projektowania mebli dla lalek, osobny do kaligrafii (lubiłam ćwiczyć swoje pismo jak dzieci w pierwszych klasach podstawówki), no i oczywiście zeszyt krawcowej, gdzie powstawały projekty ubrań dla Barbie! Razem z Babcią spędziłam niejedne wakacje na szyciu i przerabianiu gotowych ubranek…

W maturalnej klasie decyzja o studiach była dla mnie niesamowicie trudna. Jednocześnie cieszyłam się już kilkoma osiągnięciami jako główna wokalistka w zespole musicalowym, zaproszono mnie m.in. do udziału w Tarnogórskim Kabarecie Literackim „Tarnina”; zaczytywałam się w książkach psychologicznych i… zaczęłam robić biżuterię. To chyba było wtedy modne (prawdziwy boom zaczął się kilka lat później). Choć coraz poważniej myślałam o Akademii Muzycznej w Katowicach, ktoś podsunął mi pomysł zostania jubilerem, znalazłam uczelnię w Łodzi i postanowiłam tam zdawać. W końcu muzyką można żyć nie mając wykształcenia akademickiego, prawda? Dziadku, nie myliłeś się! Po zdanej maturze i wchłonięciu wiedzy na temat historii sztuki oraz stworzeniu „teczki” koniecznej do dostania się do Wyższej Szkoły Sztuki i Projektowania, udało się, byłam w Łodzi.

Jakoś w trakcie studiów zrozumiałam, że nie będę jubilerem, bo po prostu nie mogę znieść tych wszystkich paskudnych dźwięków związanych ze zgrzytaniem piłą o metal, jednak były to dla mnie bardzo cenne doświadczenia i niewątpliwie rozwinęły moje postrzeganie ubioru czy jego elementów jako dziedziny sztuki. Biżuteria dla mnie to mała rzeźba!

Interesowałam się bardzo kinem i tak dotarłam do planów filmowych jako kostiumograf i scenograf – tym bardziej byłam tam pożądana z powodu moich kierunkowych studiów i wiedzy z nich wynikającej. Popracowałam tak przez trzy lata, kończąc stażem w pionie kostiumograficznym na planie filmu „Mój biegun” – fabuły produkcji telewizji TVN. Dalej już zajęłam się pisaniem pracy dyplomowej poświęconej przełożeniu dzieł Zdzisława Beksińskiego na język filcu i kiedy po jej obronie okazało się, że kolekcja została tak pozytywnie przyjęta, skupiłam się na projektowaniu dla własnej marki.

Pracę magisterską pisałam już w Poznaniu, do którego postanowiłam się przeprowadzić poznawszy niezwykły urok tego miasta. Okej, prawda jest taka, że mój chłopak tam studiował, a ja miałam już dość mieszkania w Łodzi, do której dalej jeździłam przez dwa lata i tak, żeby skończyć studia II stopnia. Drugą pracę dyplomową postanowiłam poświęcić w 100% kobietom i zapomnianym instynktom porównując kobiety do wilków – stąd tytuł kolekcji „La Loba” – Kobieta-wilk. Praca powstawała na kanwie baśni i legend, a bezpośrednią inspiracją była książka „Biegnąca z wilkami” Clarissy Pinkoli-Estes. Na potrzeby obu kolekcji stworzyłam własne materiały bazując na jedwabiu, wypracowałam technikę filcowania samej wełny owczej, a później także z lnem, soją, bawełną, ramią, runem alpaki…

P rzez lata od rozpoczęcia studiów do magistra walczyłam ze sobą czy jestem bardziej projektantem mody czy muzykiem. Odpowiedź przyszła sama i była bardzo oczywista: po co decydować się na jedno? Teraz tworząc kolekcje, dobieram do niej muzykę – najczęściej to autorska piosenka dedykowana kolekcji, która staje się elementem bardzo spójnym, bardzo moim, własnym. Mogę i śpiewać, i projektować – i to jest piękne!

Moją muzykę znajdziecie na YouTube! ♫ ♬ ♪ ♫